Moje pierwsze Targi Książki w Poznaniu 2026 – kiedy marzenie staje się rzeczywistością
Są takie momenty, które zostają z człowiekiem na zawsze. Nie dlatego, że były idealne. Ale dlatego, że były prawdziwe. Dla mnie takim momentem były moje pierwsze Targi Książki w Poznaniu 2026 – i to w roli, o której przez długi czas tylko marzyłem. Jako wystawca.
Jeszcze niedawno chodziłem między stoiskami jako czytelnik. Z książką w ręku, z głową pełną historii i z cichym marzeniem, że kiedyś to ja będę po drugiej stronie. Że ktoś zatrzyma się przy moim stole, weźmie do ręki moją książkę i zapyta: „O czym to jest?”.
W 2026 roku to się wydarzyło.
Przygotowania do targów były intensywne. Dopinanie wszystkiego na ostatni guzik, organizacja książek, materiałów, dopracowanie stoiska, a do tego ten nieodłączny element – stres. Taki, który siedzi gdzieś z tyłu głowy i przypomina, jak bardzo ci zależy. Ale pod tym wszystkim była ekscytacja. Ogromna.
Moment, w którym stanąłem za swoim stoiskiem w pawilonie 8, z numerem 77 i napisem „Pióro i Przygoda”, był jednym z tych, które trudno opisać słowami. Nagle wszystko stało się realne. To nie było już „kiedyś”. To działo się tu i teraz.
Ludzie zaczęli podchodzić. Brali książki do ręki. Czytali opisy. Zadawali pytania. Rozmawialiśmy. Śmialiśmy się. A ja z każdą kolejną rozmową coraz bardziej czułem, że jestem dokładnie tam, gdzie powinienem być.
Jednym z najcenniejszych elementów tych targów byli ludzie. Czytelnicy, którzy poświęcili swój czas, żeby zatrzymać się przy moich historiach. Autorzy, z którymi mogłem wymienić doświadczenia i spojrzenia na pisanie. Wydawnictwa, które pokazały mi inną perspektywę rynku. To wszystko razem stworzyło coś więcej niż wydarzenie. To była wspólnota.
Podczas tych kilku dni sprzedałem 31 książek. Dla jednych to liczba. Dla mnie to 31 osobnych historii. 31 osób, które zdecydowały się zabrać moje opowieści do swojego świata. I coś jeszcze – zabrakło mi „Przygód Kota Tytusa”. Patrząc na to z perspektywy autora, to jeden z tych problemów, które chce się mieć.
Te targi były też wyjątkowe z powodu premiery. To właśnie tam po raz pierwszy pojawiło się wydanie w twardej oprawie „(O)błędnego Rycerza” z dodatkowym opowiadaniem. Widzieć zainteresowanie, pierwsze reakcje, pierwsze decyzje zakupowe – to doświadczenie, które daje ogromną energię do dalszego działania.
Nie będę ukrywał – wracałem zmęczony. Bardzo. Ale to było dobre zmęczenie. Takie, które przypomina, że zrobiło się coś ważnego. Coś, co przybliża do celu.
Po tych targach zostaje ze mną coś więcej niż liczby. Zostaje motywacja. Pewność, że to, co robię, ma sens. I ogromna wdzięczność dla każdego, kto podszedł, zamienił słowo, uśmiechnął się czy po prostu zainteresował się moją twórczością.
Te targi pokazały mi jedną rzecz bardzo wyraźnie – to dopiero początek drogi. I jeśli mam być szczery, nie mogę się doczekać kolejnej edycji. Jeszcze lepiej przygotowany. Z nowymi historiami. Z jeszcze większą energią.
Jeśli nie udało Ci się spotkać ze mną na targach, moje książki wciąż czekają na Ciebie tutaj: www.pioroiprzygoda.pl/sklep
Do zobaczenia, Wędrowcze 🧙♂️
Dodaj komentarz
Komentarze